Blog o filmach.
Blog > Komentarze do wpisu

Najlepsze filmy 2010

Według Mnie

Nadszedł czas podsumowania, do którego przygotowałem się dość solidnie, aby nieco zrekompensować czytelnikom niską aktywność blogową w drugiej połowie tego roku. W notatniku mam zapisane około setki filmów, wraz z ocenami w skali szkolnej wystawionymi tuż po premierze - łatwo można po nim zauważyć, że czas bardzo łatwo zmienia nasze nastawienie do filmu. Ta "szóstka" dla Incepcji to chyba jednak za dużo, a Autor widmo z każdą refleksją o nim podoba mi się coraz bardziej - dzisiaj na pewno nie dałbym "czwórki". Ba, do dzisiaj nie wiem, czy The Limits of Control to film genialny, czy beznadziejny. Dlatego nie przejmujcie się tak bardzo kolejnością i nie pytajcie: gdzie Prorok, gdzie Lourdes. Doceniam te filmy, ale osobiście mi bardziej pasują akurat te. Dzisiaj...

Liczba "około sto" wskazuje, że nie widziałem wszystkiego, w sumie jest wiele rzeczy, które przegapiłem. Przykładowo, nie udało mi się zobaczyć (więcej-niż-)remake'u Pozwól mi wejść, o którym słyszałem wiele dobrego, nie widziałem też większości polskich produkcji.

Tradycyjnie narzekam na repertuar polskich kin. Bo ranking, przypominam, dotyczy polskich premier kinowych. Zakwalifikowałem The Hurt Locker, bo chociaż teoretycznie nie wszedł do dystrybucji, sporo kin go puszczało. Mary i Max, odwrotnie - podobno był w dystrybucji, pytanie tylko, w którym kinie? Ja takiego nie znam. W tym roku na pewno opublikuję listę najlepszych filmów niesprowadzonych do Polski. Zacznie się ona od triumfatora z Cannes - minęło ponad pół roku, a o sprowadzeniu Wujka Boonmee... do kin nadal ni widu, ni słychu. Leciał w TV, przegapiłem. Z zeszłorocznej listy w 2010 r. dostaliśmy jeden film: Sekret jej oczu. Nie dostaliśmy francuskich arcydzieł 35 rhums i L'heur d'ete, genialnej brytyjskiej komedii In The Loop czy Adventureland, tego dużo śmieszniejszego filmu z Jesse'em Eisenbergiem i -land w tytule.

Mimo wszystko, był to dobry rok. Pierwsze osiem filmów z tej listy mogłoby w 2009 r. być na pierwszym miejscu, teraz musiałem wybierać, sporo świetnych rzeczy pominąć. Po części to efekt przełożenia premier - wiedziałem już rok temu, że Głód czy Poważny człowiek, jeśli będą w Polsce, to będą wysoko na takiej liście. Prędzej czy później je dostaliśmy. Inne filmy to szybkie premiery. The Social Network weszło do kin niemal cichaczem, jak na obraz mający wielkie szanse na deszcz Oscarów. Warto wyróżnić Wyśnione miłości - ten wybitny film nie miał jeszcze dystrybucji nawet w USA. Polska jest pierwszym niefrankofońskim krajem, w którym obraz Dolana dostał się do kin. Czyja to zasługa? Oczywiście Romana Gutka. Tego samego, który daje nam dwa najlepsze festiwale filmowe. Miałbym wielką ochotę mieszkać w takiej Gutkolandii, gdzie to organizator ENH i AFF ustala program kin na co dzień, nie tylko od święta. Warto też wyróżnić festiwal w Warszawie - kilka udanych produkcji się trafiło.

Dobra, starczy tych smętów, oto 10 najlepszych filmów, jakie w 2010 leciały w Polsce:

 

Poważny człowiek

1. Poważny człowiek, Joel i Ethan Coen

Dzieło życia braci Coen. Jest tu wszystko, i to na niesamowicie wysokim poziomie: absurd, komedia, tragedia, dialogi, styl, inteligencja. Można odnieść wrażenie, że duet, uważany od dawna za najlepszych twórców kina amerykańskiego, wszystkie poprzednie filmy traktował jako wprawkę, by w końcu powstał Poważny człowiek: ich pierwszy film o prawdziwej osobie, żyjącej w prawdziwym świecie, jednocześnie podtrzymujący coenowską filozofię. Filozofię tę można streścić następująco: ty, człowieku, możesz się starać, ale kosmos i tak ma cię głęboko - obojętnie, co zrobisz, twoje życie to i tak tylko seria miliardów zmiennych w bezdusznej teorii chaosu. Stąd bierze się geniusz tego filmu: jest jednocześnie realistyczny i absurdalny. Scenariusz głęboko dotyka ludzkiej egzystencji, ale też bawi się bohaterem jak narzędziem do tworzenia fabuły. Larry to istota, która wierzy, czuje, dba. Gdzieś w tej trwającej tysiące lat narracji religijnej weszło mu do głowy, że bycie dobrym faktycznie ma jakiś sens. Ale Larry jest też naukowcem, który obserwuje świat i wyciąga wnioski. I nijak nie może zaobserwować, żeby z bycia dobrym lub złym cokolwiek wynikało. Przydałby się Bóg. Podobno gdzieś jest. Tylko po czym poznać, czy to, co nas spotyka, to Jego wyrok na Hiobia, czy może tylko efekt motyla?

Głód

2. Głód, Steve McQueen

Opisywany na blogu w styczniu, Głód nie stracił na swoim magnetyzmie. To kino artystyczne o wielkiej mocy, debiut nie tyle obiecujący, co od razu stawiający McQueena w czołówce najciekawszych autorów dekady. Dla mnie Głód to przede wszystkim portret człowieka, który jest zdeterminowany. Gdy uważa, że coś po prostu MUSI się stać, nie cofnie się przed niczym. To historia każdego konfliktu, każdej ideologii, każdego szaleńca i proroka - a ukazana w sposób prosty, skoncentrowany, intensywny jak mało co. Drugi film McQueena właśnie się kręci!

Wyśnione miłości

3. Wyśnione miłości, Xavier Dolan

Do długiej listy moich kompleksów należy dodać jeszcze jeden. Dlaczego? Bo Xavier Dolan ma 21 lat! To jest nienormalne. Mówcie mi Salieri - ten koleś nie ma prawa być taki dobry. Już jego pierwszy film był szokujący, ale też daleki od perfekcji - drugi zaś... jest perfekcji niezwykle bliski. Historia jest najprostsza z możliwych: dwójka przyjaciół zakochuje się w jednej osobie... w sumie tyle. Ale jak to jest nakręcone! Dolan wie, do jakich tradycji kina nawiązuje, i od razu zaczyna brawurową zabawę z nimi. Kolory, muzyka, montaż, aktorstwo... Praktycznie każda scena, od początku do ekstatycznego zakończenia, zaskakuje tym, w jak świeży, bardzo kinowy, a jednocześnie mądry i trafny sposób podchodzi do tematu miłosnej obsesji młodego człowieka. To także film głęboko humanistyczny, mający w sobie tyle Goarda, co Truffaut: pokazuje nieprzystawalność romantyzmu duszy i prawdziwego współczesnego świata, więcej - ich walkę. Kiedy obiekt miłości tańczy do The Knife, można się popłakać z zachwytu: to absolutnie najlepsza, najpiękniejsza scena tego roku, która prześladuje mnie do dziś.

The Hurt Locker. W pułapce wojny

4. The Hurt Locker. W pułapce wojny; reż. Kathryn Bigelow

Jeden z kilku przypadków w historii, gdy film artystyczny dostaje Oscara; wywołało to zdębienie wśród fanów lżejszego kina. Ale Szafa pełna bólu spokojnie radzi sobie z ciężarem otrzymanych nagród. Kathryn Bigelow ustanawia tu własny język kinowy: moim zdaniem to jeden z najlepiej zmontowanych amerykańskich filmów w historii. Przy szybkich cięciach ujęć bliskich i dalekich, kamera wydaje się sama być zaskoczona tym, co się dzieje dookoła, zwłaszcza przy akompaniamancie tak upiornych efektów dźwiękowych i muzyki. Dodajmy do tego silne postaci (Jeremy "to jest prawdziwe aktorstwo" Renner, Anthony Mackie) i otrzymujemy dzieło kompletne. Dajcie spokój ze Stallone'em i Stathamem, to film Bigelow zawiera w sobie esencję męstwa. Non stop same sceny kulminacyjne, czyste "dzieje się", a Renner zachowuje kamienną twarz świra, maszerując triumfalnie ku śmierci. Na koniec kilka prostych dialogów - i już wiemy, o co chodzi w życiu. A że nie jest to morał wesoły, jak w "męskim" kinie Hollywoodu? Cóż, Bigelow nie robiła tego filmu na polepszenie humoru.

The Social Network

5. The Social Network; reż. David Fincher

Recenzowany w październiku na blogu... co nie znaczy, że temat został wyczerpany. To szalenie bogate intelektualnie dzieło. Nic dziwnego, że dostał w tym roku jeszcze więcej nagród, niż Hurt Locker w zeszłym. Poprzestańmy na tym, że Sorkin i Fincher znaleźli nowy sposób, by odzwierciedlić poprzez sztukę rzeczywistość. Wiele przemyśleń wynika nie tyle z samego filmu, co ze znajomości zasad kierujących Facebookiem. Ale jakie to przemyślenia - dotyczące, nie przesadzam, radykalnej przemiany wszystkiego, co przeżywamy z innymi ludźmi, czy "Fejsa" używamy, czy nie. A tak poza tym... to fantastyczny film. Aktorzy - wow. Dialogi - o żesz. Jeśli Social Network dostanie Oscara, to reputacja tej nagrody będzie nadal wędrować w górę.

Samotny męźczyzna

6. Samotny mężczyzna, reż. Tom Ford

Opisywany na blogu w maju film to przede wszystkim piękne obrazy i dotykająca kreacja Colina Firtha. Wiele zarzutów spotkało pewną statyczność i pretensjonalność debiutu Toma Forda, ale ja wybaczam. To przede wszystkim film o tym, jak puste jest życie bez miłości. Ja na to idę. Więc niech już będzie nieco przeromantyzowany.

Wszyscy inni

7. Wszyscy inni, Maren Ade

Chyba najbardziej przeoczony przez polską krytykę film tego roku. Nikt o nim za wiele nie pisał. A to jest coś wielkiego! Na początku może być trochę trudno wejść w niepozorny język niemieckiej reżyserki, niektórzy pewnie będą znudzeni, ale prędzej czy później trzeba zdać sobie sprawę, że scenariusz jest genialny - naprawdę mądry, odkrywczy i wyważony. O czym jest film? Ot, jest para i sobie żyje. Ade pokazuje te wszystkie małe rzeczy, które kino zazwyczaj uznaje za zbyt nudne: znaczenie każdego słowa, delikatne próby zdobycia ekscytacji, której zaczyna nam w życiu brakować, czy wreszcie uczucie znane większości ludzi, a jak rzadko uchwytywane w sztuce: przerażający duet, w którym za rękę idą chęć wyrażenia własnej indywidualności i konformistyczne znudzenie światem zewnętrznym, prowadzący do ślepej uliczki, w której nawet zabawa z najbliższymi może być ożywcza tylko przez ograniczony czas. Jak wiele może dać nam związek, jak bardzo nas ograniczyć: to wszystko tu jest. Kinowa uczta do wielokrotnego oglądania.

Incepcja

8. Incepcja, Christopher Nolan

Wakacyjne teksty o Incepcji do dziś odpowiadają za połowę ruchu na moim blogu. Cóż, rzadki przypadek kina popularnego i ciekawego zarazem. Wiele gorzkich słów spotkało za to Incepcję wśród krytyków, których spora część uznała dzieło Nolana za bezmyślne i pozbawione duszy pop-widowisko. Ale ja go bronię: coś, co wywołuje tyle dyskusji, nie może nie być wartościowe. Dla mnie to wspaniały film o filmie: o tym, jak tworzy się fikcję, jak ubiera fantazję w realistyczne przebranie, by odbiorca przyjął ją jako fantazję własną. Tym właśnie jest kino!

W chmurach

9. W chmurach, Jason Reitman

Po dobrym Juno Reitman powrócił na szalenie wysoki poziom, jaki widzieliśmy w jego debiucie. Social Network nieco podwyższyło poprzeczkę, ale to też jest niebanalny film o współczesnym świecie. Konkretnie: o narcystycznym popędzie do konsumowania - nie tyle pieniędzy, mili lotniczych czy kobiet, co czegoś, co faktycznie wyrażałoby nas samych. Reitman cudownie pokazuje, co zostaje, kiedy człowiek-rekin postanowi zostać delfinem: nie, nie zostanie zjedzony, nie będąc George'em Clooneyem. Spotyka go los inny, ale równie pożałowania godny. Pierwsza połowa filmu podstępnie chce nas karmić nadzieją na to, że człowiek faktycznie może być taki jak w filmach i żyć ideą - druga połowa szyderczo się z nas naśmiewa, że uwierzyliśmy.

Zwycięzca

10. Zwycięzca, Marco Bellocchio

Włosi w kinie odwrotnie niż w futbolu - okazują wielką werwę, pociąg do witalności, agresję wręcz. Jak nie Sorrentino, to Bellocchio. Historia Mussolliniego i Idy Dasler to siła, seks, muzyka, wojna, religia i polityka zarazem. By oddać ducha epoki, reżyser stara się zrobić dzieło o charakterze futurystycznym - tempo tej historycznej produkcji zdaje się bezlitośnie zostawiać w tyle postaci, które jedynie próbują za nimi nadążyć. To także wyborna refleksja na temat prawdy i pamięci historycznej oraz udziału kina w ich kształtowaniu. To się ogląda.

niedziela, 02 stycznia 2011, ogqozo
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/01/02 14:05:55
Ciekawa lista. Nie widziałem z nich dwóch pozycji: "Zwycięzcy" oraz "Wszystkich innych". Dziękuję za zwrócenie uwagi na ten drugi. Okazuje się, że nie tylko krytycy i recenzenci go przeoczyli. Muszę go gdzieś zlokalizować i obejrzeć.
-
Gość: Samolot, 44-9-51-80-rev.victor.pl
2011/01/04 15:46:09
Bardzo dobra lista. Co prawda nie widziałem kilku filmów,(a o "Wszyscy inni" dowiedziałem się dopiero teraz), ale widzę że jest ciekawsza niż np. ta ze Stopklatki.


Jeśli chodzi o te wątpliwości czy dany film jest świetny czy przeciętny to ja mam to samo co do kilku lub nawet kilkunastu tytułów np. "Ojciec Chrzestny" - niby wszyscy trąbią już od 40 lat że to wybitne i genialne filmy, a ja po ostatnim obejrzeniu zacząłem się poważnie zastanawiać czy to faktycznie prawda. A już nie wspomnę o filmach braci Coen takie wątpliwości to ja mam co najmniej do 3 ich filmów.

Życzę udanego Nowego Roku.
-
Gość: ann, 77.242.233.10*
2011/01/11 19:28:25
Jakie typy na złote globy? ;)
-
2011/01/11 20:52:12
Człowiek, który się zna na Złotych Globach (i jest zdrowy psychicznie), nigdy nie postawi kasy na te nagrody... Bo wie, że jest wiele czynników, których nie da się znać, chociażby oczywista, waląca po oczach korupcja (w tym roku wszytkim jurorom zafundowano podróż do Vegas na koncert Cher).

Oczywiście ja jestem jak płk. James i musiałem postawić kasę. W kategorii komedii praktycznie nigdy nie wygrywa dobry film, ale musiałem być tak głupi, żeby postawić na "Kids Are All Right". Tego się najbardziej obawiam. Poza tym, same "pewniaki" (chyba) - Bening, Portman, Firth, Bale, Social Network, Fincher, Toy Story 3 wśród animacji. Wydaje mi się, że poparcie tych postaci jest tak duże, że nie da rady przegrać. Jednak przecież w zeszłym roku "Avatar" też nie zdobył ani jednej nagrody krytyków poza właśnie Złotym Globem.

W tym roku jednak tak hype'owanych przebojów brak ("Incepcja" miała pół roku na ostygnięcie), a "Social Network" dominuje. Myślę, że wygra film, scenariusz i reżyserię. Jednak jeśli zwycięży w tych kategoriach "King's Speech" (a kto wie, może i "Incepcja" za reżyserię), to jakoś w szoku nie będę...
-
Gość: Samolot, 44-9-51-80-rev.victor.pl
2011/01/13 00:37:38
Jeśli chodzi o Złote Globy to stawiam że wygra "Jak zostać królem" bo ma najwięcej nominacji (może być podobna sytuacja jak kilka lat temu z "Pokutą" czyli wygra z zaskoczenia Złote Globy, a BAFTY bo angielski, a Oscara dostanie i tak "Social..."). Za komedię musical gdyby Stowarzyszenie było normalne to wybrałoby "Wszystko w porządku" ale w tej kategorii nie zawsze tak jest, to zwycięży pewnie "Alicja..." bo gra ulubieniec stowarzyszenia Johny Depp i najwięcej zarobiła z filmów nominowanych w tej kategorii. A może wygra "Burleska"? bo to musical, a w obsadzie lubiana i rzadko ostatnio widywana Cher. Na "Turystę" pomimo że w obsadzie znowu Depp i na dodatek Angelina Jolie nikt się nie powinien odważyć zagłosować bo po pierwsze film zbiera marne recenzje, po drugie niewiele zarobił i po trzecie to nie jest ani komedia ani musical. To samo jest z "RED" pomimo że w obsadzie same znane nazwiska (chyba tylko dlatego go nominowano), recenzji nie zbiera najgorszych, ale wielkim przebojem nie był i ma tylko jedną nominację, więc odpada.
Aktor w dramacie na pewno zwycięży Collin Firth za króla, aktor w komedii to raczej Johny Depp za "Alicję..." (skoro ma dwie nominacje to jasne chyba jest że musi wygrać), aktorka w dramacie to Natalie Portman za łabędzia, a aktorka w komedii to A. Bening za "Wszystko...". Aktor drugoplanowy to Ch. Bale za "Fighter", ale coś mi się tu wydaje że może wygrać Geoffrey Rush za króla, a może Douglas za "Wall Street 2" bo to największy gwiazdor ze wszystkich nominowanych w tej kategorii i do tego jeszcze ta choroba, ale raczej nie. Aktorka drugoplanowa to albo Helena Bonham Carter za króla albo Amy Adams za "Fighter", a może Mila Kunis za Łabędzia - ciężko powiedzieć - bo dwie pozostałe panie są jeszcze za mało znane, więc raczej nie wygrają. Za reżyserię typuje Davida Finchera za "Social..." chyba że Stowarzyszenie faktycznie postawi na Christophera Nolana i jego "Incepcje" bo w końcu film był przebojem, większość z członków Stowarzyszenia na pewno ten film lubi, reżyser już dostał kilka nagród od krytyków, więc w tej kategorii wygrana "Incepcji" też wydaje mi się bardziej możliwa, bo po zeszłorocznej wygranej "Avatarka" to raczej tego typu film (w kat. film dramat) nie powinien wygrać, ale z nimi nigdy nic nie wiadomo.
Za scenariusz bez wątpienia "Social..." Za muzykę coś mi sie zdaje że wygra Zimmer i "Incepcja" bo stowarzyszenie na pewno temu filmowi będzie chciało dać nagrodę chociaż w jednej kategorii ,bo jak nie wygra w kat. film, reż. (o scenariuszu w tym przypadku raczej nie ma mowy) to wytypują go właśnie w tej kategorii, a w ogóle Zimmer to gwiazdor i jest tam uwielbiany i stworzył niezłą choć patosową muzykę - też lubianą, więc czemu nie. A jeśli nie wygra to stawiam albo na "Social..." albo na króla ale raczej w takim wypadku "Social...."
Jeśli chodzi o Animacje to wiadomo że wygra "Toy Story 3" . Piosenka to pewnie któraś z "Burleski" a może z "Country Storng" bo ostatnio Stowarzyszenie lubi tego typu piosenki, ale wątpię. W tej kategorii każdy może wygrać, wszystko mi jedno.
Film zagraniczny to albo "Beatiful" albo "Jestem miłością" ze wskazaniem na ten pierwszy, bo to faktycznie film zagraniczny.

Seriali nie typuje bo ostatnio nie jestem na bieżąco.


-
2011/01/13 12:25:12
W serialach, jeśli ktoś miałby przerwać prym Mad Menów, no to Boardwalk Empire. I Buscemi za pierwszy plan. Wśród aktorek Julianna Margulies za Good Wife, czyli bez zmian. W komediowych może Big C jako, że oni w tej kategorii lubią nagradzać nowości. Jeśli nie to ew. klasyk 30 Rock. Bo zeszłoroczny winner Glee potwornie się skiepścił. W aktorskich Toni Collete i ponownie Baldwin (choć marzy mi się Glob dla Sheldona z TBBT). Drugoplanowe to już totolotek. Powiedzmy, że Kelly Macdonald za Boardwalk Empire i Colfer za Glee. Za miniserie - "You don't know Jack". Bo HBO i na dodatek z Pacino.
-
2011/03/13 22:59:31
Zgadzam się co do zasadności wyróżnienia wszystkich pozycji (nie widziałem jedynie filmu "Wszyscy inni'), z wyjątkiem "Incepcji" oraz "W chmurach". Dlaczego? Dokładniej przeczytać można o tym w moim "notatniku filmowym":

wizjalokalna.wordpress.com/category/notatnik-filmowy/page/2/

Rzeczywiście, ostatni rok nie był rokiem złym, jeśli chodzi o obfitość dobrych i bardzo dobrych filmów. W zaskakujący sposób kontrastuje to z mizerną propozycją Oscarową, gdzie uparto się by wyróżnić najbardziej filmy zgoła przeciętne (dotyczy to, wg mnie, zwłaszcza "The King's Speech" i "True Grit").

Pozdrawiam,
(dziwiąc się, że dopiero teraz trafiłem na ten blog ;) )

statystyka