Blog o filmach.
Blog > Komentarze do wpisu

Oscary 2012: Typowanie - kategorie techniczne

Druga część corocznej blogowej tradycji. Kto wygra w tym roku?

Reżyseria: jak co roku, hype Oscarowy ma parę etapów. Zazwyczaj np. takich: najpierw wszyscy stawiają na doceniane przez krytyków filmy. Później - wiedzą już, że wygra faworyt, ale typują, że "tamten film" dostanie chociaż statuetkę za reżyserię. Aż w końcu zauważają, że ludzie coraz częściej identyfikują jakość filmu z jakością reżyserii, co w sumie jest bardzo rozsądne. Obecnie "tamtym filmem" jest Hugo Martina Scorsese, którego faktycznie można by poprzeć z wielu powodów: długie tracking shoty, pomysłowe wykorzystanie 3D, zbudowanie klimatu miejsca, bycie Martinem Scorsese. Z drugiej strony, hm, Hazanavicius ładnie wytrenował tego psa, co nie? Wygra: Michel Hazanavicius. Mój głos: Terrence Malick.

 

Scenariusz oryginalny: po 2004 r. jest taka tradycja, że nagrodę za scenariusz dostaje po prostu film najbardziej lubiany z całego grona (z tej perspektywy to aż dziwne, że w tamtym roku Zakochany bez pamięci pokonał Aviatora, zwłaszcza że dwa lata wcześniej Adaptacja uległa Pianiście). Pytanie brzmi więc: czy w tym roku tradycja zostanie złamana? Na pewno szanse wydają się większe, niż kiedykolwiek: główny faworyt to bowiem film niemy, ze scenariuszem szczątkowym i uproszczonym nawet jak na standardy Hollywoodu lat 20. Z drugiej strony mamy Północ w Paryżu - bystry, gadany film, który dostał większość innych nagród. Skoro jednak ustaliliśmy, że nie ma sensu nagradzać Clooneya i Streep, to czy jest sens dawać nagrodę Woody'emu Allenowi, który i tak nie przyjdzie? Podczas Złotych Globów wyglądało to tak niezręcznie: uśmiechnięta jak misska Nicole Kidman wygłosiła formułkę w stylu "wielkie filmy zaczynają się od wielkiego pisania", a gdy okazało się, że wygrał koleś niekryjący swojej pogardy dla całego tego cyrku, z dziarsko utrzymanym uśmiechem oznajmiła, że Woody nie mógł przybyć. Do tej pory niestawianie na ulubiony film zawsze psuło mi kupon na ogromne kwoty (Bękarty zamiast Hurt Locker, W chmurach zamiast Precious), więc zmieniłem podejście. Jeśli mimo wszystko wygra Allen, będzie to doskonały ciekawostkowy argument na skalę upadku kinematografii: oto jeden z najwybtniejszych amerykańskich filmowców dostał w swojej karierze Oscara za Annie Hall, Hannę i jej siostry oraz... werbel... Północ w Paryżu. Kurczę, jak to się dzieje, że ludzie ciągle się interesują tymi nagrodami? Wygra: Artysta. Mój głos: Rozstanie.

Scenariusz adaptowany: jak wyżej. Tutaj jednak trudniej powiedzieć, który film jest najbardziej lubiany. Raczej Spadkobiercy, ale przecież parę kluczowych nominacji mają też Moneyball oraz Hugo. Moneyball ze swoimi bystrymi dialogami i generalnym Aaronem Sorkinem mogłyby być faworytem, gdyby nie to, że Aaron Sorkin dostał już Oscara w zeszłym roku. Hugo będzie miało na pocieszenie kategorie techniczne, za to Spadkobiercy raczej tylko scenariusz. Wygra: Spadkobiercy. Mój głos: Szpieg.


Zdjęcia: Jak wiadomo już zbyt dobrze tym czytającym komentarze, widzę tutaj szanse na "zaskoczenie", jakim byłaby piąta porażka w piątym starcie Emmanuela Lubezkiego. Wiecie, że jego nowy film z Cuaronem już został nakręcony i wejdzie do kin pod koniec roku? Cool. Po tym, jak BAFTA nagrodziła Artystę, nic mnie nie zaskoczy w tej kategorii, poza oczywiście triumfem Dziewczyny z tatuażem. Reszta wygląda mocno. Hugo "na instynkt" wydaje się właściwym typem - najwięcej nominacji w tym roku, praca kamery bardzo widoczna, ogólne wypasienie wizualne, parę fajnych (nie-tylko-)tricków 3D. Nagrodę Crititcs' Choice dostali z kolei ex aequo Kamiński za Czas Johna Forda i Lubezki. Film Spielberga faktycznie imponuje pod tym względem (od obiektywów za miliony dolarów, przez oświetlenie czy żurawie - czuć tu budżet w pozytywnym słowa znaczeniu) i jest bardziej chyba popularny w Akademii. Trudno powiedzieć. Wygra: Czas wojny. Mój głos: Drzewo życia.

Montaż filmu: faworytem zazwyczaj jest każdy duży film, w którym jest co najmniej dziesięć tysięcy cięć. Branża montażystów tymczasem pozbawiła resztę zabawy, swoimi bezlitosnymi nożycami wycinając nudne fragmenty w postaci Drzewa życia czy Szpiega. Zamiast tego mamy w tej stawce nieco spokojniejsze tempo Artysty i Spadkobierców (którzy, o dziwo, dostali również nagrodę dla filmu dramatycznego od związku montażystów). Nagroda Critics' Choice powędrowała do Dziewczyny z tatuażem, która na pewno zwraca pod względem montażu największą uwagę. Ale duet Wall-Baxter, podobnie jak Aaron Sorkin, tym razem nie zabrał się za film tak popularny, jak Social Network, co raczej ogranicza tu ich szanse do zera. A może nie? W końcu ileż razy można zakreślać ten francuski bibelot na jednej kartce. Wygra: Artysta. Mój głos: Dziewczyna z tatuażem.


Scenografia: co prawda Akademia nigdy specjalnie nie doceniała tu "chleba powszedniego" (jeśli twój film nie jest fantastyką, niech chociaż ma miejsce w Japonii), ale zdziwiło mnie, że nie raczyli nawet nominować Szpiega. Nie ja jeden na myśl o znaczącej dla filmu scenografii wymienię najpierw świetną pracę, jaką wykonała dla Alfredsona nagrodzona przez BAFTA Maria Djurković. Z powodów fantastycznych nie lekceważyłbym Harry'ego Pottera. Teoretycznie można czuć chęć wyróżnienia wreszcie Oscarem wielokrotnie nominowanej serii, ale jej długość ma też swoją wadę - nie wiem bowiem, ilu członków Akademii dotrwało do ósmego filmu. Pamiętajmy, że mediana wieku to 62 - ci ludzie mogli interesować się Tolkienem, bo go czytali w dzieciństwie, natomiast Harry Potter zawsze był dla nich raczej zabawką dla obcych pokoleń. Więc jeśli nie fantastyka, to co? Cóż, na myśl przychodzi jedynie zbudowany z zegarmistrzowską precyzją paryski dworzec, z rekwizytami z filmów Georges'a Melies jako bonus. Wygra: Hugo. Mój głos: Hugo.

Kostiumy: jeśli pięć razy z rzędu wygrał tu film, który po prostu miał królewskie suknie, to być może Anonimusowi jest pisane zwycięstwo i trzeba się z tym pogodzić. Ale film Emmericha, podobnie jak W.E. Madonny, może być zbyt anonimowy, by ludzie zagłosowali na zasadzie "chyba dobry" - zwłaszcza biorąc pod uwagę, że tym razem mamy do wyboru dwóch dużych pretendentów. Critics' Choice oraz BAFTA poszły na rzecz Artysty. Nie skreślam Hugo, bo "na logikę" ma ciekawsze i staranniej wykonane kostiumy, no ale... Wygra: Artysta. Mój głos: Hugo.

Charakteryzacja: patrząc na historię, to jedna z kategorii typu "im więcej, tym lepiej". Z tego powodu nieco dziwi mnie, że według wszelkich oznak, ucharakteryzowanie kobiety na faceta powinno tu wystarczyć do zwycięstwa. To dwie przodujące opcje, ale jest też trzecia, z ucharakteryzowaniem Ralpha Fiennesa na Voldemorta. Dobra zasada w tej kategorii: jeśli po zobaczeniu plakatu widzisz make-up, masz duże szanse. Tak więc wbrew bukmacherom i typerom postawię na pierwszy triumf najbardziej dochodowej serii w historii kina. Wygra: Harry Potter i coś tam, część któraś tam. Mój głos: miliardy dolarów.


Muzyka: nazwa kategorii to "original score" i co roku wiele soundtracków odpada z powodu zbyt dużej ilości "materiału obcego". Co czyni dość zabawnym fakt, że o zwycięstwo rywalizują filmy, które w scenie kulminacyjnej postanowiły po prostu wkleić klasykę: motyw Zawrotu głowy Bernarda Hermanna i gnossienne Erica Satie. Zazwyczaj wygrywają tutaj filmy, które mają jedną scenę skupioną dźwiękowo na muzyce - taką, którą się pamięta nawet pomimo konieczności noszenia aparatu. Artysta to zbiór takich scen, dlatego też nie dziwi, że wydaje się absolutnym pewniakiem, jakkolwiek same kompozycje nie byłyby co najwyżej znośne. Co prawda ostatni triumf Social Network nad Incepcją wydaje się sugerować jakąś zmianę trendu, ale tym razem inni potencjalni kandydaci oryginalnością raczej nie grzeszą - na czele z krzyczącą "już! Płakać!" muzyką nominowanego po raz 46. i 47. w karierze Johna Williamsa. Wygra: Artysta. Mój głos: Hugo.

Piosenka: w takim momencie wychodzi na jaw, że ta kategoria nie ma za bardzo sensu. Na okładce DVD do Rio może kiedyś znajdziecie informację o nominacji do Oscara, ale raczej nie będzie tam asterisku z przypisem, że piosenka znalazła się w tym zacnym gronie tylko dlatego, że trzeba nominować więcej niż jedną pozycję. Czy może być coś bardziej kompromitującego? Może tylko to, że murowany faworyt - jedyny, który osiągnął odpowiednią średnią ocen w branży piosenek - to chyba najnudniejszy utwór z Muppetów, dowodzący najwyżej tego, że Jason Segel po tylu latach ciągle nie wie, co jest najlepszym przyjacielem kobiety. Piosenka Maddony, nagrodzone Globem Masterpiece, zapadła mi w pamięć zdecydowanie bardziej - mam przez to na myśli, że w momencie wyłączania YouTube'a jeszcze ją pamiętałem. Wygra: Man or Muppet. Mój głos: Lady L.

Miks dźwięku: kategoria znana też jako "dźwięk". BAFTA nagrodziła Hugo, który jest zdecydowanym faworytem bukmacherów. Może to wina Heliosa na Kazimierza Wielkiego, ale nie odniosłem wrażenia, by dźwięk w filmie Scorsese faktycznie był rozpisany tak fajnie. Dużo bardziej podobało mi się poziomowanie w Czasie wojny czy dynamika skojarzeń w Dziewczynie z tatuażem, ale skoro głosującym podoba się Hugo... Wygra: Hugo. Mój głos: Dziewczyna z tatuażem?

Montaż dźwięku: nie chcę bynajmniej udawać, że wiem, o co chodzi w tych dwóch kategoriach dźwiękowych. Być może przed chwilą pochwaliłem film Finchera za to, co jest tak naprawdę montażem dźwięku. "Na logikę" tak jest, ale parę lat temu Morgan Freeman tłumaczył i chyba jedak nie. Głosujący bez wątpienia też tego nie czają, ale jest reguła, że o ile obu nagród nie zgarnie jeden film, to ta za montaż dźwięku wędruje do filmu z eksplozjami. Jeśli więc nawet film Spielberga nie wygra w tej drugiej kategorii, to tutaj wydaje się być faworytem... Wygra: Czas wojny. Mój głos: Drive?

 

Efekty wizualne: skoro mój wirutalny przeciętny głosujący już pogłaskał po główce Harry'ego Pottera, teraz może nagrodzić film, który zebrał zdecydowanie najwięcej wyróżnień za efekty. Wygra: Geneza planety małp. Mój głos: Harry Potter i strzelająca różdżka.

piątek, 24 lutego 2012, ogqozo
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: yow, public143832.xdsl.centertel.pl
2012/02/24 20:32:55
Widzę, że nie tylko ja podchodzę do kwestii scenariuszu oryginalnego tak jak ty. Co prawda pieniądze postawiłem w kombinacjach na oba filmy, jednak swój respekt kładę na "Artystę". Cieszyłbym się niemiłosiernie gdyby wpadł bo pamiętam gdy na niego stawiałem kurs wynosił 2.6, więc bardzo wesoło w kwestii pieniężnej. Jeżeli wygra "O Północy..." No cóż nie będę aż tak bardzo zawiedziony.

Tak jak wcześniej pisałem o zdjęciach. Kamiński nie wygra, no po prostu. Żadnych realnych dowodów przemawiających za nim (brak konkretnych nagród) plus najwyższy kurs ze wszystkich nominowanych. Moim zdaniem jest 60-30 miedzy drzewem życia a Hugo. 10 % daje Artyście, jeżeli ludzie kochają ten film tak mocno, ma szanse na zdobycie prawie wszystkiego.

Mój głos na kostiumy również idzie na "Hugo" żadne konkrety za tym nie przemawiają, Artysta ma równe szanse na zgarnięcie tej statuetki.

Co do charakteryzacji stawiam mimo wcześniejszych zapewnień na "Żelazną damę" Może i Warner ma miliony dolarów na promocję, ale powiedzmy szczerze za bardzo nie pomogły w zdobyciu nominacji do bardziej wartościowych kategorii. Dodatkowo przemawia olewanie poprzednich części Harrego w tej kategorii. Jeżeli wygra, no cóż cieszyłbym się że saga Harrego Pottera zdobyła jakiegokolwiek Oscara, nawet jeśli tak mało znaczącego. Trzymam się tu jednak zdrowego rozsądku i stawiam na "Żelazną Damę".

Co do montażu dźwięku... Nie no Hugo wygra kontynuując tradycję obie nagrody za dźwięk , patrząc na statystyki i prawdopodobieństwo zdobycia tej nagrody w poprzednim roku to właśnie Hugo ma bardzo bardzo, jeszcze raz zaznaczę, bardzo duże szanse. Plus przy obstawianiu kategorii najlepiej stawiać na ten sam film w ich obu. Hugo zdobędzie co najmniej jedną, wiec po co ryzykować w strzelaniu akurat którą?

Resztę kategorii obstawiam tak samo, mam nadzieję że nie będzie tu dużych zaskoczeń. To do niedzieli? Tradycja komentowania relacji na blogu, zostanie nie zaburzona mam nadzieję.

-
2012/02/24 22:05:03
"Kamiński nie wygra, no po prostu. Żadnych realnych dowodów przemawiających za nim (brak konkretnych nagród) plus najwyższy kurs ze wszystkich nominowanych"

Dostał Critics' Choice. Które do tej pory są nagrodami najbardziej się pokrywającymi z Oscarami. Ponadto przez ostatnie 18 lat tylko raz ("Droga do zatracenia", nagroda pośmiertna) Oscara za zdjęcia dostał film, który nie wygrał niczego innego. Niby "Drzewo życia" ma nominacje za film i reżyserię, ale mam wrażenie, że większość członków Akademii bardzo ten film zlewa. Dla mnie jest po 25% szans dla każdej z czterech możliwości.

Co do nagród dźwiękowych - tradycja jest taka, że wygrywają filmy z eksplozjami, albo chociaż strzelaniem. Ostatnim filmem, który dostał Oscara za montaż dźwięku i nie był kinem akcji był od biedy "Titanic". "Hugo" jest na moje ucho zdecydowanie zbyt spokojny...

Co do komentowania na żywo, to jeszcze nie wiem. Za stary chyba jestem, żeby siedzieć co roku całą noc nad jakimiś nagrodami... Wolałbym chyba przez taki czas napisać coś, co pozostanie aktualne dłużej niż parę minut, najlepiej na wieki...
-
2012/02/26 16:46:36
Nie zgadzam się z wszystkimi Twoimi typami i głosami, ale kapitalnie to opisałeś. Można boki zrywać. A wiadomo, że najśmieszniejsze jest zawsze to, co prawdziwe.
-
Gość: Samolot, 77-254-17-245.adsl.inetia.pl
2012/02/27 15:12:25
I jakie wrażenia po Oscarowej Gali.
Bez niespodzianek. Jedynie trochę zaskoczyły kategorie za zdjęcia, montaż i efekty specjalne. No i oczywiście Emanuel Lubezki znów bez Oscara, za to Streep zasłużenie chociaż nie wiadomo było do końca kto dostanie. Woody Allen tez już w sumie 4 Oscara otrzymał chociaż miał lepsze scenariusze no, ale trudno. Reszta kategorii bez niespodzianek.
Ogólnie jednak tegoroczna Gala była chyba najbardziej udana od co najmniej 5,6 lat.

-
2012/02/27 18:41:26
Moim zdaniem była słabiutka. Bardzo... poprawna. Był standardowy, lubiany przez gości w sali prowadzący, który mówił pogodne, prawie zabawne żarty. Nagrody rozdawano szybko, piosenki i tańce - delikatnie mówiąc - nie powalały kreatywnością, generalnie odbębniono standard i tyle.

Zgadzam się z niektórymi, że trafnie ocenił to Crystal mówiąc, że "to pokaz bogatych ludzi dających sobie nazwajem złote statuetki". Ale zawsze wracam pamięcią do ceremonii prowadzonych przez Jona Stewarta... to był mój klimat. Obecnie zbliżają się do niego Złote Globy, które może nie są choć w połowie tak wredne, jak pozują, ale przynajmniej próbują. Nie żeby wredność od razu była moim wymogiem, ale to zawsze coś, w opozycji do wczorajszego... niczego. Bo jeśli cała ta ekipa spotyka się dziesiątki razy w ciągu dwóch miesięcy, jeśli na Globy idzie się pośmiać i schlać, to można zadać pytanie: po co w zasadzie idą na Oscary? Bo to Oscary, wiadomo, ale coś jeszcze? Teoretycznie jest parę kategorii, które nie są doceniane tak często - montażyści "Dziewczyny z tatuażem" czy twórcy filmów krótkometrażowych zaliczyli raczej nieco mniej imprez, niż Clooney. Ale Oscary ostatnimi laty łaskawie dają tyle, że mogą stanąć na scenie, wygłosić 30 sekund nijakiej mówki i zniknąć... ze sceny i z pamięci widza. A potem Colin Firth będzie słodził Glenn Close, bo przecież to takie niesamowite.

Jeśli chodzi o niespodzianki, to chyba można się domyślić z typowań, co mnie zaskoczyło. Na pewno efekty specjalne. Chyba mamy ostateczny dowód, że "dziadki" nie lubią filmów opartych na motion-capture. W każdym razie post factum łatwo zauważyć, że hej, jest przecież reguła, że w tej kategorii zazwyczaj wygrywa właśnie najbardziej lubiany film, choćby nie był przepakowany fantastycznymi efektami. "Hugo" wydawał się jednak zdecydowanie za mało "efekciarski". No ale nie był.

Wiadomo, że zdziwiło mnie zwycięstwo Meryl Streep. Od początku byłem niemal pewien, że akurat z taką rywalką i za taką rolę Meryl nie wygra. No ale wygrała. Nie widzę jakiegoś fajnego wytłumaczenia dla tego faktu. Ale przez większość Streep była uważana za mocne drugie miejsce, tak jak pozostałe "niespodzianki". Jedyne większe zaskoczenie to efekty wizualne.
-
Gość: Samolot, 77-254-17-245.adsl.inetia.pl
2012/02/27 20:04:56
Na tle nijakich dwóch, trzech ostatnich Gali było moim zdaniem naprawdę dobrze. Złotych Globów nigdy nie lubiłem, nie wiem dlaczego. A te ostre czasem wyrafinowane żarty i komentarze Stewarta a przede wszystkim Gervaisa jakoś nigdy mi się nie podobały - ocierają się właśnie o takie chamstwo. Dlatego też tegoroczna gala bardzo mi się podobała - było spokojnie, sympatycznie, elegancko, bez błazenady z trochę skromniejszą scenografią. Ta Gala najbardziej przypominała właśnie te z lat 90. Po prostu lubię standardy.

statystyka