Blog o filmach.
Blog > Komentarze do wpisu

Oscary 2017: typowanie - kategorie filmowe i aktorskie

Coroczna próba odpowiedzi na to, czy lepiej być czarnym w USA, czy niedocenianym publicystą filmowym.

W tym roku później, krócej, słabiej. Z powodów rodzinnych akurat w lutym nie miałem czasu na kino. Nie widziałem nawet wszystkich nominowanych filmów. No trudno. Widziałem zdecydowaną większość.

Na szczęście wyścig w tym roku nie jest aż tak ciekawy, jak czasem bywał, zwłaszcza roku temu. Wtedy po raz pierwszy od co najmniej 2005 roku nie było jasnego faworyta do wygranej, a jeśli był, to nie ten, który wygrał. Jeśli chodzi o ogólne typowanie za pieniądze, to mieliśmy też największą niespodziankę, jaką w życiu pamiętam, czyli statuetka ze efekty specjalne dla Ex Machiny - na co kurs wynosił 66:1. Tak, mogliście postawić swoją pensję na tego Oscara i byście mieli na jakąś kawalerkę w mieście. Którą byście wynajęli jakiemuś biedakowi za więcej, niż on sam zarabia pracując 55 godzin tygodniowo.

Tym razem nic z tych rzeczy. Właściwie od kiedy można było mówić o przyjęciu filmów po premierze, faworytem był La La Land. Dość blisko stały zawsze szanse Moonlight oraz Manchester by the Sea, ale przez te miesiące nic się nie zmieniło - pozostały one wyraźnie na drugim i trzecim miejscu. Ostatecznie musical o oryginalnym przesłaniu, że warto podążać za marzeniami, dostał 14 nominacji, a więc najwięcej w historii, obok Wszystkiego o Ewie oraz Titanica. Rekordu zdobytych nagród (11) raczej nie pobije, stawia się raczej na 9-10 statuetek. Ale to chyba wystarczająco. Inne filmy dostaną po jednej, może dwóch. Ale w niektóych kategoriach jest ciekawie. Jak sami zaraz zobaczycie, w wielu z nich nie ma stuprocentowego pewniaka.

 

Chociaż La La Land to zwykła fajna rozrywka o uniwersalnych, obecnych w kinie od 100 lat sprawach i z klasycznie pięknymi ludźmi w tańczących rolach, to motywem przewodnim ceremonii raczej na pewno będą sprawy społeczne. O ile wszystkie inne setki nagród filmowych jakoś sobie po prostu są, tak w przypadku Oscarów ludzie zawsze patrzą na jakieś "podejście". Jak wiadomo z mediów i internetowych komentarzy, co roku film nie może po prostu wygrać, bo się podobał ludziom. Zawsze wygrał, bo "oni zawsze wybierają...". Wstawcie coś politycznego.

(Nota bene, ludzie dalej to robią, i nie mam już do tego siły. Bo to tak durnowate. Popatrzcie chociażby na filmik "Oscar Bait" Setha Meyersa - wszyscy się śmieją, hehe takie trafne, ale właściwie co dokładnie z tego jest trafne? Choć jedna rzecz? Który z ostatnich dziesięciu zwycięzców Oscara miał którykolwiek z tych elementów w jakimkolwiek stopniu? Ale śmiechy lecą, hehe takie trafne. Jako przykład "Oscar baitu" jest wymieniany z tytułu jeden film, Jak zostać królem, co jest żenująco aroganckie, bo wszyscy wiemy, że Meyers w dzień premiery tego filmu w życiu by nie powiedział, że "tak, to dokładnie film robiony pod Oscara". Jak Oscara dostał, wtedy tak, każdy jest znawcą. Wszysci ci ludzie już sto razy mówili o jakimś filmie, który im się wydał kliszowaty, że "robiony jest pod Oscary", sto razy byli w błędzie, film nie dostawał nic, ale dalej to powtarzają. Najważniejsze w życiu, to by fakty nie stawały nam na drodze do radości).

 

Po pierwsze, jak rok temu tematem było "Oscars so white", tak o tym roku wiele osób mówi, że "not so white", a czasem nawet, że, olaboga, "so black"!  Jeśli naciągniemy, że Nicole Kidman jest Australijką, to wyjdzie nam, że mniej niż połowa nominowanych aktorów to biali Amerykanie. Wśród nominacji za najlepszy film fabularny i dokumentalny nie brak pozycji opowiadających o życiu czarnych osób. Uczucie, że "należało by" być bardziej różnorodnym etnicznie, stoi u podstaw głównego widoku na niespodziankę - czy Moonlight ma szanse zebrać wśród tych głosujących wyjątkowo dużą popularność i jednak wygrać? Tak czy siak, to dobry i ceniony film. Zdaniem większości osób, ma lepsze aktorstwo i scenariusz, a to jednak te elementy, na które patrzy się najbardziej. Niczym Ostatnia rodzina, podoba się każdemu. Daję mu 5% szans. 

(Nota bene, odpuszczę sobie z braku czasu kolejne wyrazy zadziwienia tym, ile osób w... Polsce odczuwa niesamowitą pasję do tego, kto ma jaki kolor w USA. Widać to od komentarzy na Filmwebie pod każdym filmem, w którym gra ktoś czarny, aż do krępująco skupionych na kolorach tekstów jak "recenzja" Moonlight Sobolewskiego w "Wyborczej". Chciałbym przeżyć jeden dzień, w którym z taką samą pasją podchodzą do wszystkich wyglądów ludzi, i np. opisują Ostatnią rodzinę jako "historię, która mogła się przydarzyć i białym i czarnym, wow!", albo "no oczywiście że dostaje nagrody, zawsze nagrody dają białym". To by było coś).

 

Po drugie, oczywiście prezydentem USA jest Donald Trump (co przewidział już rok temu na ceremonii Złotych Globów Ricky Gervais, zapowiadając deportację Evy Longorii i Ameriki Ferrery). No nie da się ukryć - nie najlepiej oceniany przez większość wiodących postaci Hollywood. Właściwie to jako najgorsze, co się stało w historii. Trump robi co robi, mówi co mówi, nie szanuje kogo nie szanuje, a do tego zatrudnia do gabinetów ludzi stawiających na pierwszym miejscu purytańską religię, szefów wielkich biznesów, znanych oszustów, ogólnie ludzi, których artyści z wzajemnością nie lubią. Inny świat. Spodziewam się wielu odniesień przez cały wieczór do sytuacji, patrząc na entuzjastycznie przyjętą anty-Trumpowską przemowę Meryl Streep na Globach, a także zwyczajnie na fakt, że z rządów i nierządów Trumpa jest łatwo żartować. Oscary oglądam nie tylko z racji interesowania się kinem, ale też jako fan amerykańskich komików, a Jimmy Kimmel, choć pewnie nie dorówna moim ulubieńcom jak Jon Stewart, Chris Rock, czy też ci "niegrzeczni" co prowadzą Złote Globy, może dać mi przynajmniej nieco śmiechu. Proszę. Niech to będzie więcej niż Ellen czy Neil Patrick Harris.

 

Nie piszę o tym bez powodu. Zwraca moją uwagę, że dla typowego aktora w Hollywoodzie - historia ukazana w La La Land to faktycznie historia everymana. Nie czują resentymentu wobec biednego, dostającego dolara do puszki Ryana Goslinga, człowieka który, jak mówi nam film, nie ma nic poza marzeniami... chociaż jakimś trafem ma też dobre wełniane garnitury, fajne auto, no i na mieszkanie w Los Angeles. Oraz detal zwany umiejętnością grania świetnie na fortepianie. No ale to takie minimum filmowe. Największy biedak świata. To jest "Ich" Ameryka, naród złączony pasją do piękna, a nie etnicznością, wyglądem. Miejsce, gdzie przyjeżdżają najlepsi z całego świata, pracować w LA jako artyści, architekci, lekarze, albo do San Francisco tworzyć nowy cyfrowy świat. Nie są Ich Ameryką - jak mówi tu dosadnie Streep - ci prostacy, co to tylko siedzą gdzieś poza wielkimi miastami, studiów nie robili, tylko by chcieli kopać gdzieś w kopalni całe życie, jeździć wielką terenówką trując świat, a po pracy usiąść na cały dzień przed TV i oglądać wrestling oraz futbol amerykański i się cieszyć, że ktoś dostaje w ryj. Ci ludzie też mieszkają na terenie USA. Ale nie czują ze sobą nawzajem wielkiej wspólnoty, i obie strony są z tego dumne. I w wyborach głosują, na kogo trzeba, by dosrać tym drugim. W szeroko rozumianym Hollywood nie brak ludzi, którzy przynajmniej lubią po prostu porządne strzelanko, jak Mel Gibson, Vince Vaughn i inne Marki Wahlbergi, ale, no wiecie, akurat jutro będą się raczej rzadziej odzywać. 

Popularność Oscarów to bardzo specyficzna sytuacja. Ludzie się nimi przejmują, choć w sumie nie wiadomo dlaczego. To tylko nagroda jakiejś ściśle określonej, specyficznej grupy ludzi. Cały naród przyznaje swoje własne "nagrody", po prostu chodząc do kina, ale o tym mówi się jakby mniej. Naród wybiera zupełnie co innego, niż Akademia: fantastyczne strzelanki-napierdzielanki i wesołe bajki dla dzieci... często oba naraz. Dalej w kolejności jest wielkie kino akcji, a dalej - komedie. La La Land dopiero dzięki ogromnej liczbie nagród wskoczył na 20. miejsce w rankingu najbardziej dochodowych filmów roku 2016. Nowy początek jest na miejscu 30., a pozostałe nominowane filmy - jeszcze znacznie niżej. Największe hity - dla całego kraju - jak co roku zostały nominowane, jeśli w ogóle, w kategoriach "przypadkowych", technicznych, jak efekty, scenografia itp., albo za film animowany (choć i tutaj przepadł najbardziej dochodowy z nich, sequel Gdzie jest Dory?). Jeśli zastanawiacie się, czemu ludzie głosowali na Trumpa, chociaż wizja jego rządów jest, jaka jest - to pomyślcie, czemu przejmujemy się tylko opinią tych akurat pięknych ludzi, a nie opinią cioci Jadzi z Kentucky, czyli generalnie postaci takich jak bohaterowie Przełęczy ocalonychBenghazi cośtam, Aż do piekła, American Honey czy TedDeepwater Horizon. Zauważmy, że aktorzy jednocześnie - jak powiedziała w swojej przemowie Streep - uważają się dodatkowo za prześladowaną profesję. Nie mówię, że warto ich nie lubić. Ale niektórzy nie lubią.

A ja, jak co roku, będę oglądał tę pozbawioną powodu istnienia ceremonię i śledził, kogo uznali za najlepszego przedstawiciele tej niemającej za mną nic wspólnego grupy szczęśliwców w pięknych czarnych smokingach i równych białych zębach.

 

Najlepszy film: nie mam w tym roku pomysłu, żeby zrobić to ciekawiej. La La Land jest o świecie tworzenia sztuki (podobnie jak większość ostatnich zwycięzców) i dostał wszelkie nagrody. Film dostał BAFTA, Critic's Choice, Złoty Glob, nagrodę montażystów, producentów, reżyserów... Argumenty przeciw? Nie dostał nominacji dla nagrody Związku Aktorów, którą otrzymał zaś Moonlight. Także scenarzyści nie docenili filmu w ogóle. Czy to od razu oznacza szansę dla filmu Barry'ego Jenkinsa? Kurs na Moonlight to 5,50. Moim zdaniem, adekwatnie, albo i za nisko. Ale jakieś szanse są. Byłoby ciekawie, jeśli La La Land dostanie np. 7 Oscarów technicznych, a na koniec klopsik. Nie zaciskam jednak kciuków. Wygra: La La LandMój głos: Moonlight.

Aktor: tym razem mamy tutaj pewne emocje, i to nawet bez udziału gwiazdy La La Land. 1,60 to kurs na Caseya "teraz mam menelską brodę i man-buna, wyglądam jak Jared Leto, dawajcie statuetki" Afflecka, a 2,20 - na Denzela Washingtona. Ten drugi dostał nagrodę Związku Aktorów, największej grupy o dość podobnym do Akademii składzie. Affleck dostał wszelkie inne nagrody. A jednak wydaje się, że im więcej osób nadrobiło film pt. Fences, tym bardziej stosunkowo topnieje popularność Manchesteru i wszystkiego, co związane. Bardzo dziwnie jest kliknąć u bukmachera w tej kategorii inną rolę, niż ta najbardziej zrozpaczona, ale Denzel zdaje się mieć w ostatnim momencie dobry pęd i nawiew sympatii u głosujących, niczym Trump w dniu wyborów. Wygra: Denzel Washington. Mój głos: Washington.

Gdy biały smutny ziom chce być tak seksowny jak Denzel...

Aktorka: kiedyś każdy wpis na tym blogu zaczynałem od "kocham Meryl Streep!", ale dziś... no już mam jej trochę dość. Zacznij znowu grać w dobrych filmach! Murowaną faworytką jest tutaj Emma Stone, której wesołe minki i podrygi dodają sporo życia do La La Landu. Aż trudno mi sobie wyobrazić, jak okropny mógłby to być film, gdyby, jak planował pierwotnie reżyser, zagrali w nim Hermiona i ten koleś z Whiplasha. Tak, to brzmi jak fun. Na szczęście w tym roku nie wygra rola reprodukcji znanej osoby, choć trzy są nominowane (to samo zresztą dotyczy wszystkich kategorii aktorskich, co oznacza naprawę wspaniały rok). Jedyną szansę na sensację ma, zdaje się, Isabelle Huppert, która od wielu lat jest fenomenalną aktorką i nie narzeka na brak fanów wśród kinomanów w każdym zakątku globu. Ale głosujący to ludzie z wielu ośrodków. A ja już za wiele razy typowałem niespodziankę, że lepsza, starsza aktorka wygra z młodą i ładną. Nah. Nie tym razem. Wygra: Emma Stone. Mój głos: Stone.

Aktor drugoplanowy: raczej kolejny pewniak. Nie trzeba lubić Moonlight, by docenić rolę Mahershali Alego, a fakt, że jest jakże ładnym i sympatycznym muzułmaninem - których Trump próbuje zakazać - na pewno nie odbierze mu sympatii akurat w tym gronie. Nagrodę BAFTA dostał Dev Patel, no ale Brytyjczycy lubią nagrodzić swoich, gdy mają okazję. Osobiście się tym nie przejmuję i stawiam na tego, który był mocnym faworytem od dnia premiery filmu. Ciekawostka: Mahershala to tylko zdrobnienie, Ali ma formalnie na imię Mahershalalhashbaz. Wygra: Mahershala Ali. Mój głos: dzieciak z Lion, nastolatek z Moonlight.

Aktorka drugoplanowa: szczerze mówiąc, to jestem wręcz zdziwiony, że te aktorki tutaj są, poza oczywiście Violą Davis, która jest smutna, zdruzgotana, płacze, ma dość dużą rolę... wygra. To chyba jedyna kategoria, w której trudno nawet powiedzieć, kto mógłby wygrać zamiast faworyta. Najbliżej jest Michelle Williams, ale szczerze mówiąc, miesiąc po obejrzeniu Manchesteru nie pamiętam już do końca, kim ona tam była, poza tym że bardzo płakała i była zdruzgotana. Wygra: Viola Davis. Mój głos: Davis.

 

Film animowany: nie widziałem Cukinii, smutnym trafem - kino NH nieraz mi ten film podsuwało, włącznie z dniem przyznawania Europejskich Nagród Filmowych. Jak zwykle można docenić ten dział Akademii za nominacje z całego świata, bo oprócz poklatkowego dzieła francuskiego mamy też koprodukcję studia Ghibli z również francuskojęzycznymi twórcami w postaci Czerwonego żółwia (który przy kursie 34:1 może być wart zaszalenia u bukmachera). Ale taka nisza nie zajdzie aż po statuetkę. Wszystko wskazuje na to, że niestety nie będzie to też Kubo, które może robi to samo, co wszystkie duże amerykańskie kreskówki, ale, moim zdaniem, 100 razy lepiej. Wygra pewnie to, co dostało prawie wszystkie większe nagrody, kolejna banalna alegoria o tożsamości, różnorodności itp. Najpopularniejszy film. Wygra: Zwierzogród. Mój głos: Kubo i dwie struny.

Film nieanglojęzyczny: Asghar Farhadi już tu wygrywał, co w sumie mnie wtedy dziwiło - jak się okazuje co roku, gust głosujących w tej kategorii jest wyjątkowo zbieżny z krytykami. Teraz wygrana Irańczyka może być dodatkowo ładnym gestem, jako że Farhadi nie pojawi się na ceremonii w związku z "zakazem muzułmanów" próbowanym przez nowy rząd. To brzmi dość przyjemnie - docenić kosmpolitycznego, rozważającego moralność trudnych spraw, nawiązującego do Śmierci komiwojażera artystę z dalekiego kraju, którego fani futbolu, MMA i posiadania strzelb w domu chcą nie wpuszczać do USA, bo się go boją za wygląd. Bez większych szans zdaje się być film Tanna, zrealizowany w niewiadomo jakim języku, oraz duński Land of Mine, którego angielski tytuł uznaję za rozkosznie dwuznaczny (oryginalny brzmi po prostu, zdaje się, że bez gier słownych, "Pod piaskiem" - to może być moje ulubione tłumaczenie tytułu filmu od czasu polskiego Sztanga i cash). Pewne szanse ma Ove, który, niczym Zwierzogród, disneyowsko pokazuje, że w życiu możliwa jest harmonijna koegzystencja ludzi o różnym podejściu, i w ogóle kwiatuszki, uśmiechnij się. Tak, nienawidzę tego filmu. Ale postawię na niego kasę, bo 11:1 to kurs wart spróbowania. Co innego Toni Erdmann, który nadal jest bardzo mocnym kandydatem - mimo wszystko zajął pierwsze miejsce w "topach" roku w niemal każdym piśmie, ale dla filmowców wydaje się zbyt oschły. Bardzo trudny wybór - choć irański film jest faworytem, dla mnie to blisko sytuacji typu 33/33/33. A że to tylko blog, to spróbujemy jeszcze w innym kierunku... Wygra: Stary uroczy konserwatywny zaradny mężczyzna zwany OveMój głos: Toni Erdmann.

Film dokumentalny: jeśli jeden z filmów w tej kategorii zaistniał w popularnej świadomości, to prawie zawsze popłaca stawiać na niego. OJ: Made in America nie tylko taki jest, ale dostał nawet sporo wyróżnień jako najlepszy film roku (ok, drugi najlepszy po Tonim Erdmannie), po prostu, spośrod wszystkich. To jednak dzieło specyficzne: trwa 8 godzin, dostało już sporo nagród telewizyjnych. Kto wie, być może jeden z innych filmów, podejmujących w nieco mniej kompleksowy sposób kwestie rasowe w USA, ma szanse na zaskoczenie, korzystając na tym, że obejrzeć je można w jeden, a nie pięć wieczorów. Fuocoamare wydaje się zdecydowanie zbyt wolne, a Life Animated zbyt...denne. Ostatni raz Walt Disney dostał nagrodę w tej kategorii w 1955 roku, za Ginącą prerię, i niech tak zostanie. 13th oraz Not Your Negro? Mają pewne szanse, ale nietypowanie takiego mamuta jako OJ wydaje się przesadną brawurą. Wygra: O.J.: Made in AmericaMój głos: O.J.: 8 godzin.

część druga zaraz

 

sobota, 25 lutego 2017, ogqozo

Polecane wpisy

  • Nowe Horyzonty 2017: Kino Świata

    Światowi ludzie na światowym festiwalu oglądają światowe filmy. I widzą Świat trochę w jakimś kryzysie, a trochę taki jak zawsze.   Zawsze się o tym s

  • Najlepsze filmy 2016

    Według mnie. Przed wami może najpóźniejszy na świecie tekst podsumowujący na świeżo 2016, ale i kto wie, może pierwszy, w którym nie padnie nazwisko na "T

  • Nowe Horyzonty 2016: Co jest w życiu ważne

    Garść relacji z pierwszego rzędu. No, tak naprawdę zazwyczaj drugiego, ale to nie brzmi tak dramatycznie.   Chcąc nie chcąc, mierzymy się wszyscy codzienni

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:

statystyka