Blog o filmach.
Kategorie: Wszystkie | Filmy | Inne | Seriale | best of | napisali...
RSS
czwartek, 31 stycznia 2008

Odnośnie pierwszej części tytułu to red. Orzech czyli ja, chwali się, że w najnowszym numerze magazynu "Film", w dziale "recenzje czytelników" jest jego tekst o filmie "Do ciebie, człowieku". "Do ciebie, człowieku" to świetny film z rodzaju takich w których nic, ale to absolutnie nic się nie dzieje, a widz po seansie nie chce wracać do domu, żeby choć jeszcze chwilę pospacerować sobie po mieście, pozostając pod subtelnym wpływem atmosfery obrazu.

Du levande

 

Natomiast odnośnie drugiej części to zaszokowało mnie pięć kropek w "Filmie" dla wchodzącego na ekrany "Lejdis" duetu Konecki & Saramonowicz. Polska komedia romatyczna i... dobra? "Niemożliwe!" - powiedział red. Orzech i pospieszył nabyć drogą kupna bilet na piątkowy maraton "Testosteronu" i "Lejdis" w Multikinie, co doprowadziło jego studencki budżet do ruiny, ale stwierdził, że nie uwierzy póki nie zobaczy i zobaczyć musi.

16:07, goliskuba
Link Komentarze (1) »

Dzisiaj w Multikinie zauważyłem film pt. Zaczarowana. To znaczy, zauważyłem go dawno - ale dopiero dzisiaj zauważyłem, że jest on w innej sekcji, mianowicie w "filmach dla dzieci". Trochę mnie to zaskoczyło. Nie chodzi o to, że Zaczarowana nie jest dla dzieci - po prostu uważam, że nie tylko najmłodsi mogą się na niej dobrze bawić. Dlatego nie lekceważcie jej tylko dlatego, że jest w innej sekcji programu.

Oczywiście, nie można stwierdzić, że Zaczarowana zmienia sposób, w jaki myślimy o życiu. Głębi tu zbyt wiele nie uświadczysz. Ale to kapitalna rozrywka, jaka Disney'owi nie udała się od dawna. Film, zwłaszcza przez pierwszą godzinę, jest pełen frenetycznej, czysto musicalowej energii (czego potwierdzeniem są aż 3 nominacje do Oscara, wszystkie w kategorii Najlepsza Piosenka). Podczas świetnej sceny w kuchni lico widza samo się uśmiecha. Niestety, jak to zwykle w musicalach oraz w filmach familijnych bywa, z czasem obraz zaczyna nieco się przesładzać - widać, że scenarzyści zmierzali prostą drogą do tradycyjnego happy endu i zaczynamy słyszeć znane od lat frazesy. W sumie jednak, Zaczarowana jest wyjątkowo pozytywna i warto ją zobaczyć. Z musicali bardziej podobał mi się niedawny Across the Universe, ale to raczej film młodzieżowy, a może i starczy - w przeciwieństwie do Zaczarowanej, na którą można zabrać dosłownie każdego.
 
Amy Adams
 
W roli tytułowej występuje Amy Adams, która do tej pory grywała głównie w serialach i podrzędnych produkcjach. Jednak wydaje się być wschodzącą gwiazdą, bo już niedługo zobaczymy ją w kinie w drugiej dużej roli - w filmie Wojna Charliego Wilsona. Dziewczyna od dziecka uczyła się tańczyć i śpiewać, aktorsko jest w porządku, więc w Zaczarowanej nie zawodzi. Jak i cały film.
wtorek, 29 stycznia 2008

Brakuje, oj, brakuje nam czasów, gdy filmy były dla człowieka naprawdę ważne. Może to zmyła, może nasi rodzice i dziadkowie ściemniają - ale podobno była taka epoka, gdy projekcja w kinie była jak obrzęd rytualny. Ludzie czekali tygodniami, ustawiali się w kolejkach, śmiali się w kinie, płakali, tańczyli, nie chcieli wychodzić. "Gwiezdne Wojny", "Ojciec Chrzestny", "Lot nad kukułczym gniazdem", "Krzyżacy" - stały się obiektem prawdziwego kultu. Ludzie chodzili do kina kilkanaście razy, rozmawiali o filmach w pracy i w szkole. Tematyka "Gwiezdnych Wojen" została wykorzystana wszędzie, gdzie się dało - figurki, karty w chipsach, gry video, książki, komiksy, przeróbki i parodie.

 

Jak wygląda oglądanie filmów dzisiaj? Ściągasz z internetu, oglądasz na małym ekraniku, w przełomowym momencie odbierasz komórkę. Albo włączasz pauzę i idziesz umyć zęby. Gdzież ta magia kina, gdzie urok sali ciemnej?

Brak nam filmów kultowych, o których możnaby pogadać z każdym - robotnikiem i profesorem. Ostatnim takim filmem był oczywiście Matrix, ale ile można rozmawiać i żartować o czarnych płaszczach i niebieskich pigułkach. Wydaje się, że obrazem, który w ostatnich latach najbardziej zaistniał w masowej świadomości, jest 300.

This is Sparta

W sieci do dziś powstają nowe parodie tego filmu. A najlepszym dowodem, że tłumy ciągle mają ten obraz w pamięci, jest fakt, że parodia dzieła Zacka Snydera - zwąca się Poznaj moich Spartan - zadebiutowała właśnie na 1. miejscu w amerykańskim box office. Innymi słowy - Poznaj moich Spartan wyprzedziło np. nowego Rambo.

To, co łączy Rambo oraz Poznaj moich Spartan, to pewna nienatarczywość intelektualna. Recenzje filmu Stallone'a przytaczaliśmy niedawno, więc może wystarczy wspomnieć, że Poznaj moich Spartan zbiera opinie jeszcze gorsze. Średnia ocena użytkowników na portalu IMDB wynosi 2,6/10 - a więc raczej tragicznie. Dla porównania, 300 ma średnią ocenę 8/10. Tytuły recenzji czytelników mówią chyba same za siebie: Ten film będziesz oglądał, jedząc kolację w piekle; Wyobraź sobie śmierć podczas projekcji; Nie zdradzę wam fabuły, bo nie ma fabuły; Okropne, po prostu okropne; Wychodząc z kina, czułem zmęczenie i depresję.

Innymi słowy, Poznaj Moich Spartan w opinii większości nie jest wielkim dziełem sztuki. Do naszych kin obraz zawita w kwietniu i będzie się można przekonać, czy faktycznie już teraz doczekaliśmy się faworyta do Złotej Maliny 2009. W każdym razie, szanse filmu wydają się spore.

Główną rolę w filmie gra Sean Maguire, ale dla nas ciekawsza jest obecność Kevina Sorbo. Wielu pewnie kojarzy go z emitowanego niegdyś w polskiej TV, niesamowicie obciachowego serialu Przygody Herkulesa. 

Kevin Sorbo jako Herkules

No i Carmen Electra, etatowa odtwórczyni słabych ról (4 nominacje do Maliny). Obciach jest i jej dobrze znany, w końcu występowała w Słonecznym Patrolu. Wymiary: 90-58-88. IQ nie podano.

Carmen Electra, niekoniecznie ubrana

Pozostaje mi życzyć Wam i nam jak najwięcej filmów kultowych, wpływowych, oraz jak najwięcej udanych parodii. Ostatnimi czasy jakoś ich brak.  

poniedziałek, 28 stycznia 2008

Prace nad nowym Bondem od kilku tygodni idą pełną parą. Niedawno zdecydowano o tytule filmu, a brzmi on Quantum of Solace.

Quantum of Solace

Jeśli zastanawiacie się, co to do cholery jest quantum of solace, to nie martwcie się - Amerykanie z reguły też nie wiedzą, co to. Quantum znaczy tutaj tyle, co quantity - czyli pewna ilość. Natomiast solace to osłoda, pociecha, ukojenie. No dobra, czyli o co chodzi? Jak mówi Daniel Craig: quantum of solace to mała miarka przyjemności. Jeśli tej miarki nie ma w związku, to równie dobrze możesz sobie od razu odpuścić. "Przyjemność" to nie jest może najwłaściwsze słowo, ale wiecie chyba, o co chodzi. O "to coś".

Tak, film o agencie 007 dostał filozoficzny tytuł. Też nie mogę w to uwierzyć. Ale Casino Royale chyba pokazało, że nowy Bond, czyli Daniel Craig, to nie jest ten sam Bond, co poprzedni. Że Pierce Brosnan był jego zupełnym przeciwieństwem. Tamten zdziecinniały, zawadiacki, uroczy - ten zamyślony, twardy, męski.

Quantum of Solace - plakat fanowski

Jak widzicie na powyższym obrazku, Bond nadal wygląda jak agent KGB albo aryjski żołnierz na usługach neofaszystów. Mnie akurat to cieszy - zawsze irytowała mnie komiksowa dosłowność Bondów, w których każdy Zły Człowiek musiał być Rosjaninem albo Niemcem, każdy Dobry Człowiek był piękny i miał proste zęby, a każdy mieszkaniec Azji miał na imię Abdul. Spójrzmy wobec tego, jak obecnie prezentuje się Bardzo Zły, Szalony Geniusz - czyli główny przeciwnik Bonda:

Mathieu Amalric

Tak, to Mathieu Amalric. Dobrze nam znany z filmu Motyl i Skafander, który omawialiśmy w zeszłym tygodniu. Postać Amalrica, czyli Dominic Green, to oczywiście człowiek genialny, szalony i zły, który chce doprowadzić do ogólnoświatowej katastrofy. Jednak ten Zły nie będzie zachowywał się dziwnie albo śmiesznie - ma sprawiać wrażenie normalnego człowieka. Jak mówi Amalric: To dlatego dzisiejsze czasy są takie okropne. Nie można stwierdzić, kto jest zły. Źli wyglądają tak samo jak Dobrzy.

Spytacie może, kogo Amalric wybrał sobie za wzór? To faktycznie ciekawe, bo jak mówi francuski aktor: Dobieram detale. Uśmiech Tony'ego Blaira, szaleństwo Nicolasa Sarkozy'ego. Sarkozy to najgorszy czarny charakter, jakiego kiedykolwiek mieliśmy. Mówi to Francuz. O francuskim prezydencie. Nie czujecie pewnego zdziwienia? To wyobraźcie sobie, co by się działo, gdyby coś takiego powiedział o polskim prezydencie jakiś Polak.

Skoro jest Główny Zły, to i pora przedstawić Główne Laski. Ponury scenariusz i filozoficzny tytuł - okej, ale Bond bez pięknych kobiet byłby jak bez ręki.

Quantum of Solace - Olga Kurylenko

Olga Kurylenko (czy też, mówiąc po ludzku - Kurilienko) urodziła się w ZSRR, a dzisiaj jest Ukrainką. W przeciwieństwie do Pana Amalrica, dziewczyna nie może się pochwalić ostatnimi występami w kinie - pewne pamiętacie ją z kiepskiego filmu Hitman. Jej "design" wydaje się cokolwiek mało bondowski - zamiast na kolejną dziewczynę do towarzystwa, wygląda na następczynię Moneypenny. Ale dobra, Eva Green też nie była typowa, a była świetna.

Quantum of Solace - Gemma Arterton

Jest też Gemma Arterton. Młoda, ładna, prawie debiutantka (dopiero w poprzednim roku pierwszy raz zagrała przed kamerami). Zawsze musi taka być - żeby był ktoś miły, kogo można poświęcić, aby widz się wzruszał.

Akcja nowego Bonda zacząć się ma 2 minuty po zakończeniu Casino Royale - znowu ciekawy, nietypowy zabieg. Nie możemy się doczekać listopada - bo właśnie wtedy Bond uderzy ponownie do naszych kin. Czy uderzy też do naszych czaszek? Oby.

piątek, 25 stycznia 2008

... i co z tego?

Rambo - plakat

 

Pierwszy od 20 lat film o Człowieku, Który Wynalazł Śmierć, miał wśród subtytułów roboczych Do piekła i z powrotem, W oku węża, Perła Kobry, Koniec Pokoju, czy też Święta Wojna. Później przemianowano go na po prostu John Rambo. Widocznie jednak producenci uznali, że taki tytuł byłby dla przeciętnego widza zbyt skomplikowany i trudny do zapamiętania, toteż film wchodzi do kin jako Rambo. Jak można zobaczyć na zwiastunie, obraz faktycznie nie ma za zadanie trafiać do ludzi o trzycyfrom IQ, stawiając raczej na prostą, chłopską, tradycyjną rzeźnię:

 
Pierwsze recenzje filmu, który w tym tygodniu wchodzi do amerykańskich kin, nie są zbyt entuzjastyczne:
 
"Rambo łączy w sobie bezceremonialny powrót do kina akcji typu "wysadź wszystko w powietrze" (jedna z eksplozji jest tak wielka, że zostawia po sobie małego atomowego grzyba) oraz typowe dla ery Piły zamiłowanie do zbliżeń na ludzkie wnętrzości." ("Slate")

"Czwarte Rambo to jeden wielki ziew." ("The Hollywood Reporter")

"Ani nie skłania do refleksji, ani nie dostarcza rozrywki. Sceny akcji (a jest ich wiele) wydają się wyrachowane i zmechanizowane". ("Salon.com")

"Na szczęście, nie ma zbyt wielu dialogów. Te, które są, z reguły niezamierzenie rozbawiają." ("USA Today")

"I to wszystko dzieło aktora, któremu kiedyś przepowiadano karierę na miarę Marlona Brando. Jakże smutne." ("The Globe and Mail")

Rambo oraz anonimowy Azjata

No cóż, mówi się trudno. Nie pomaga nawet Julie Benz, która piszczy i się boi, kiedy Rambo po raz kolejny w pojedynkę rozgramia wrogą armię.

Julie Benz

środa, 23 stycznia 2008

Homoseksualny kowboj (Tajemnica Brokeback Mountain).

Ennis

 

Boski podrywacz (Casanova).

Casanova - Heath Ledger

 

Alter ego Boba Dylana (I'm not there).

I'm not there - Heath Ledger

 

Joker w nowym Batmanie, który do kin wejść ma latem tego roku.

Heath Ledger Joker Dark Knight

 

Wschodząca gwiazda Hollywood, zwycięzca rankingów na najprzystojniego aktora.

Heath Ledger

 

Miał 28 lat. W tym roku już co najmniej dwa razy w różnych dyskusjach przekonywałem, że ten facet jest jednym z większych talentów Hollywoodu i stać go na więcej kreacji tak genialnych, jak ta w Brokeback Mountain. Więcej już nie poprzekonuję.  

Żył szybko, umarł młodo. Bywa i tak.

wtorek, 22 stycznia 2008

No tak. Przybyły. Nominacje.

Oscar

Wszyscy gadają o Polakach. Ja nie będę.

O Kamińskim nie będę gadał, bo film, za który dostał nominację - Motyl i skafander - omówimy już jutro. Zdjęcia są niezwykle ważną częścią filmu (może nawet najważniejszą), toteż na pewno skomentujemy, jak bardzo pewny statuetki może być nasz rodak.

O Piotrusiu i Wilku nie będę gadał, bo to nie polskie (tyle, że nakręcone w Łodzi), a poza tym kogo obchodzi nagroda za krótkometrażową animację. Ale obejrzeć warto. 

O Katyniu nie będę gadał, bo... dzięki, nie. Może kiedy indziej. 

Jeśli chcecie odczuć patriotyczną dumę, to lepiej oglądajcie dzisiaj w nocy Radwańską. Tej dziewczyny to ja się na pewno nigdy przed światem nie będę wstydził.

Radwanska

 

Agnieszka, Janusz! Go for the win! 

W chwili, gdy to piszę, w USA ciągle jest poniedziałek. We wtorkowy wieczór zostaną tam ogłoszone nominacje do Oscarów, których to jestem niezmiernie ciekaw. Ale już dzisiaj ogłoszono nominacje do innej ciekawej nagrody, mianowicie Złotych Malin. Dla tych najgorszych z najgorszych.

Malina Złota

Najbardziej kiczowaci, nieudolni, żałośni i banalni spotkali się tego wieczora. Tak jak kinowych przebojów nigdy za mało, tak zginilizny intelektualnej zawsze mamy za wiele, toteż było w czym wybierać. Nieśmieszne komedie, niestraszne horrory i niewzruszające dramaty przelewały się przez salę masami. Jednak wszystkich pobił Eddie Murphy, który zdobył - uwaga - aż 5 nominacji do Złotej Maliny. Wszystkie poszły na konto jego ostatniego filmu Norbit.

Za główną rolę męską:

Norbit

 

Za drugoplanową rolę męską:

Pan Wong - Norbit

 

Za drugoplanową rolę żeńską:

Norbit - Rasputia

 

Za najgorszą parę:

Norbit

 

I za najgorszy scenariusz.

Eddy Murphy

 

Gratulacje.

Jednak to nie Norbit zasłużył na najwięcej nominacji do nagrody Złotych Malin. O jedną więcej, bo aż 9, uzyskał "przebój" z Lindsay Lohan - Wiem, kto mnie zabił. Najciekawsza z nich jest chyba nominacja za "najgorszy pseudo-horror" (The Worst Exuse For a Horror Movie) - to nowa kategoria, w której oprócz Wiem, kto mnie zabił startują takie potęgi złego smaku, jak Hostel 2, Sadysta czy Obcy vs Predator 2.

Lindsay Lohan zaś zebrała kilka różnych wyróżnień, np. za najgorszą parę - z samą sobą. Jeśli aktorka ciągle będzie się rozwijać w takim tempie, to kto wie - może dogoni samego Sylvestra Stallone'a, który zdobył aż 10 Złotych Malin oraz 20 nominacji. Aktor ten ponabijał sobie licznik kolejnymi częściami Rambo i Rocky'ego.

A propos Johna Rambo. W kinach już niedługo nowy film o przygodach Człowieka, Który Wynalazł Śmierć. Obraz nosić będzie oryginalny tytuł John Rambo. Kto wie, być może Stalowy Sylwek znowu zgarnie dzięki niemu kilka Malin.

Na razie jednak - cieszmy się Lindsay Lohan.

Lindsay Lohan

poniedziałek, 21 stycznia 2008

Skoro już zachwycamy się aktorkami, to nie wypada nie wspomnieć o odkryciu ostatnich tygodni, którego dokonał Łukasz Palkowski w "Rezerwacie".

Otóż film ten, będący bardziej serią humorystycznych scen z życia usiłującego wpasować się w środowisko warszawskiej Pragi fotografa, nabiera rumieńców głównie w momentach, kiedy na ekranie pojawia się jedna z mieszkanek sypiącej się kamienicy, w kórej zamieszkał główny bohater. Mowa o Hance B. i aktorce, która stworzyła tą postać - Soni Bohosiewicz. 

Sonia Bohosiewicz
 

To właśnie jej kreacja jest tym, co pozostanie w pamięci (szczególnie męskiej części widowni) nawet kiedy "Rezerwat" uleci, że tak powiem, w mroki niepamięci. Pełna naturalnego wdzięku Hanka B. to uosobienie kobiecości, ale nie takiej z wybiegu, podrasowanej Photoshopem, ale takiej w klapkach, z papierosem, mieszkającej pod numerem obok, takiej "codziennej" i przez to jeszcze piękniejszej. Dzięki ładunkowi energii, jaki wnosi w film, da się bez większych komplikacji obejrzeć go do końca.

 

I na koniec tych zachwycań słynna (po części z powodu sprawnej kampanii reklamowej) już scena z "Rezerwatu" - jakże urocza i pełna lirycznego nastroju "Ballada o kwiatach":

 

 
I mam nadzieję, że znanej m.in. z Grupy Rafała Kmity pani Bohosiewicz nie przegapią polscy reżyserzy i nie będzie to ostatnia okazja do podziwiania jej na dużym ekranie...
18:49, goliskuba
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 stycznia 2008

Już dzisiaj w UniRadiu audycja "Filmowe Łowy", a tam - recenzja filmu "Ostrożnie, pożądanie" Anga Lee. Film wygląda tak:

 

Sama ocena dzieła zostanie przedstawiona w audycji (nasze zdania są dość sprzeczne), ale po zamieszczeniu takiego zwiastunu nie mogę przyznać już teraz jednej rzeczy - muzyka z filmu jest fantastyczna. Dla niej samej - warto oglądać zwiastuny, warto obejrzeć film. Ang Lee to mistrz w dobieraniu sobie kompozytorów. Alexander Desplat spisał się na medal.

Główną rolę dostała debiutantka, wybrana przez Anga Lee w castingu (udział brało ok. 10 000 dziewcząt). Dziewczę zwie się Wei Tang i pasuje do roli idealnie. Trudno się dziwić, że pan Yee czuje do niej tak niepohamowane pożądanie - w jej chińskim wyciszeniu jest coś niewiarygodnie pociągającego. Powierzenie tak ważnej roli w superprodukcji komuś, kto jeszcze nie występował - to było wielkie ryzyko Anga Lee, ale facet trafił idealnie.

Wei Tang wygląda tak:

Wei Tang po lewej ;]

Wei Tang

 

W filmie wygląda m.in. tak:

 

Wei Tang

 

Jak na absolutną debiutantkę przystało, Wei na razie nie zaliczyła zbyt wielu sesji zdjęciowych i trudno wyszperać jakieś ciekawe fotki. Ale jestem pewien, że po TAKIEJ roli w TAKIM filmie - bardzo prędko to się zmieni i będziemy was często raczyć nowymi, pięknymi zdjęciami.

 
1 , 2

statystyka